„Życzenie może sprawić, że marzenia staną się rzeczywistością.” – kompendium Tsubasy RC

Oblivious: Doko he yuku no?

Zastanawialiście się kiedyś, jak to fajnie jest, kiedy nic Wam się nie chce?
Możecie się lenić do woli, nie pisać notek, nie robić szablonów, nie starać się, słuchać muzyki i relaksować przy ulubionej mandze… Wróć!
Bez tego ostatniego! Możecie słuchać muzyki, ale i tak nic z niej nie wyciągnięcie; możecie czytać mangi, ale chyba tylko po to, żeby minutę po jej wyłączeniu zapomnieć, o czym jest.
To już nie ma sensu -.-‚ Dzisiejsza notka średniawia. Zawierać będzie tylko moje komentarze na temat xxxHOLiCa i Kobato. oraz kilka newsów, których jednak wiele nie ma. Lepiej dla mnie. Tak więc dzisiaj więcej miejsca zabiorą screeny i inne obrazki, niż sam tekst.
Chociaż musicie wybaczyć małą przerwę, ale teraz przed zebraniem urwanie głowy. Mnóstwo zadań, nauki! Nauczyciele chwili wytchnienia nie dają! A to wszystko skutkuje powszechnie znanym leniem. W zasadzie siedzę teraz przed tym monitorem i piszę. Ale dlaczego to robię, chociaż zupełnie mi się nie chce? Tego jeszcze nie odkryłam, ale chyba dlatego, że chociaż na chwilę mogę zapomnieć o tej szarej rzeczywistości. I pisząc szczerze, to mi się nawet mang czytać nie chce xD Teraz zabrałam się za Barajou no Kiss, tak polecane przez wiele osób. Status czytania:
1 chapter/1 dzień     …a nawet nie…
Chociaż przeczytałam szybciutko Moe Kare!!, które było świetną mangą (chociaż i tak wiedziałam z kim Hikaru skończy ;P). 2 razy podczas czytania omal się nie poryczałam >.< W obu przypadkach z powodu Takary… oh well.
No i tak… skończyłam już jakiś czas temu Nodame i po prostu… no ja nie rozumiem jak to się mogło skończyć nie kończąc?! Ja tu chciałam jakieś concerto Nodame z Chiakim (nawet zwykły pocałunek by mnie w miarę satysfakcjonował), a tu takie coś… Żadna rewelacja. Tzn. ostatni rozdział był po prostu „likeable”, ale nie pasował mi kompletnie za koniec! Dlatego właśnie, Nodame ma u mnie tylko 9… A zasługiwała na więcej… Tylko wiecie co? Przez jakieś 100 rozdziałów przechodziłam materiał z anime… Dopiero końcówka stała się ciekawa, reszta to praktycznie powtórka z rozrywki, której niestety nie mogłam sobie odpuścić, bo anime oglądałam kawał czasu temu i część faktów mi po prostu uciekło. Ale jako że wyszedł już 1 rozdział zapowiedzianego side story, to szansa jest… Tylko… opera? Ciekawe, czy pomysł przejdzie. A właśnie! Jak ktoś ma w planie oglądanie pierwszej serii, to obecnie na kanale AXN Sci-fi jest emitowana – co weekend o 11:30, od razu po 3 odcinkach Kapitana Tsubasy xD Ja oczywiście rewatchingu odpuścić sobie nie mogłam… Obecnie wyszło 8 odcinków.

I nareszcie dokończyłam wszystkie filmy Kara no Kyoukai ~the Garden of Sinners~! Pierwszy był tak nudny, że zastanawiałam się, co ludzie w tym widzą, ale od drugiego… Mhhhmmm <3 Ale po kolei:
– 1 był dnem, no i ending należał do jednej (jedynej?) z mniej lubianych utworów zespołu Kalafina (dla niewtajemniczonych: mój ulubiony zespół, więc znam wszystkie piosenki xD I to był główny powód poznania tych filmów…) – Oblivious, czyli świetny refren, ale gorsze zwrotki. Chociaż ta piosenka… no to takiego „Love come down” to jest cudowna. Nie lubię tamtej piosenki i cóż zrobić?
– 2 miał świetny ending (Kimi ga Hikari ni Kaete Iku/Yuku, do wyboru ^^) i cały był całkiem dobry: trzymał w napięciu, a i ślicznych romantycznych scen nie brakowało! ^^ Plus zawierał ważny motyw, kontynuowany w filmie 7 (dlatego pewnie 2 to „część pierwsza”, a 7 – „druga”), czyli to, że zabić można tylko raz… Zresztą lepiej sami się przekonajcie!
– 3 miał mój ukochany ending, Kizuato xD I sam był wyśmienity! Ponadto końcówka, która… uch!
– 4 był kontynuacją 2 (one nie są chronologiczne*), ale był równie dobry. Po prostu… był okropnie smutny! Biedny Mikiya! Oczywiście ED (ARIA) <3
– 5 za to bił na głowę wszystkie pozostałe: i to nie dlatego, że był najdłuższy. Ale był tak pokręcony, że przez pół filmu miałam jeden wielki ogromny pytajnik na twarzy. Ponadto prawie doprowadził mnie do łez (a przynajmniej nie mogłam oglądać, bo miałam tak zaszklone oczy -.-). Jako „główny bohater filmu” (chodzi mi o takie postacie, które występują tylko w 1 filmie, jako takie uzupełnienie, żeby Shiki nie skakała do- albo ratowała nikogo xD) wystąpił Tomoe – (projektem postaci) obłędnie przypominający Shirou z Fate/Stay Night, którego bardzo lubiłam ^^’ No i potem nagle koniec… to było takieeeee smutne…….!!! Btw, „Sprinter” to również jeden z moich favów ^_^
– 6 był „czymś w rodzaju fillera” o siostrzyczce naszego „poetowego nazwiska” ;D Może i nie tak emocjonujący, ale całkiem uroczy ^^ A ending, „Fairytale”… pamiętacie notkę? Tam dałam fragment z niego w tytule!
– 7 i ostatnia część, najdłuższa (eeee… przy piątce miałam na myśli 1-5), najcudowniejsza część! Jak przy filmie nr 5 napisałam, że zaszkliły mi się oczy… Tutaj zanim się spostrzegłam, ryczałam jak dziecko! Arcydzieło. Do ostatniej chwili się zastanawiałam, czy oni przeżyją… czy to wszystko będzie miało happy end! Czy Shiki zrobi coś wbrew słowom Mikiyi, które tak nią wstrząsnęły… A w pewnym momencie, gdy pewien szaleniec, powiedział, że… I te flashbacki… Uwaaaaah ;(  W roli endinga wystąpiło „seventh heaven”… lubię… ale bez szału… Zresztą, film tu najważniejszy, nie?!
Fabuła: cudeńko – ogólnie naprawdę głęboka
Muzyka: Yuki Kajiura – czy muszę dodawać coś więcej? (chociaż moim zdaniem, momentami to była cała Tsubasa!)
~Endingi: bardzo dobre… ale pisałam wyżej. Chociaż czego można się było spodziewać po Kalafinie? (ja normalnie nie wierzę, że nie pisałam o tym na blogu jeszcze… a może pisałam, a zapomniałam?)
Grafika: bardzo dobra ;D Nieraz się w nią po prostu wgapywałam!
Animacja: taka, jaka być powinna
Bohaterowie: świetnie skonstruowani. Shiki jest czadowa! Rzadko trafia się żeńska bohaterka, którą można polubić w tym stopniu. To samo tyczy się Touko. Ta to dopiero wymiata xD Mikiya… wiecie, to niby typ „dobrego serca”. Ale ja go widziałam w troszeczkę innym świetle – no bo on był… normalny! A nie wypasiony bish na którego wszyscy lecą… Araya Souren – kojarzycie Murakiego z Yami no Matsuei? Od razu sobie pomyślałam właśnie o nim. Czyli nie lubię, ale pasuje na „czarny charakter”. Azaka… taaaaak. Typowa lolitka z kompleksem na punkcie swojego brata (dosyć drastyczne określenie zakochania)? Niezupełnie, ale wrogów pewno ma… Ja do n iej nie mam nic i dobrze mi się z tym żyje. Reszty nie warto wspominać, bo nigdy nie grają większej roli, lub występują w jednym filmie lub jako dodatek w innych…
Ale zresztą, dosyć KnK, poza jednym: po-le-cam! Pomimo 1 filmu będącego „dziadostwem do reszty”, to i tak ogromnie to pokochałam… Coś dla fanów… Fate/Stay Night? (które też polecam, chociaż oglądałam wieki temu ^^;) No nie wiem, parę podobieństw było (nie ma to jak ci sami twórcy…) i w ogóle, więc zaryzykuję tym stwierdzeniem.

Co lepsze (oficjalne?) AMV:
Oblivious (1-3)
Sprinter (5)

Po napisaniu tego wszystkiego stwierdzam: potrzebuję porządnego shounena z jakimiś nadprzyrodzonymi mocami i mrokiem! Taką rozrywkę może mi obecnie zapewnić Kuroshitsuji (szkoda, że tylko 1 chapter…), którego nowy rozdział jest po prostu cudowny (dawać mi lepiej tę skanlację! *żart*), bo widziałam RAWy (z czego od ok. strony 30 się zakochałam. Mini-SPOILERek: Normalnie muszę wiedzieć czemu Arthur był skuty z Cielem! -no dobra, wiem, ale jak konkretnie do tego doszło!- I musieli spać w jednym łóżku, ale to szczegół. A jedna ze stron… jeju, po samym patrzeniu na nią widać, jak nasz arystokrata chce do NICH xD Ach, Ciel~! A, no i nie czytałam całej translacji, bo bym zbyt dużo straciła potem.). Bwwwwh. Nienawidzę takiej niepewności! A koniec to tak jakby kontynuacja z 38. Chociaż nie wierzę, żeby Sebby… e tam, uso, uso!

Btw, rozwaliło mnie zdanie, tak wyrwane z kontekstu, które w tłumaczeniu przeczytałam:
Lau: Przepraszam, że pytam o to, Hrabio, ale co ty robiłeś w tym czasie?
Ciel: Oczywiście jestem jedynym, który nie ma alibi, (…).

Może to i nie jest śmieszne, ale ta jego „westchniowa” minka…~ *_*
A poza tym, czemu jak zwykle wszyscy uczepili się gospodarza? Ja rozumiem, że to w końcu zabójstwo, ale żeby od razu oskarżać dziecko? I to dziecko, które wszystkich zaprosiło? Nie fair ludziska.

Co tam jeszcze… a nic ;P Rozpisałam się. No to zapraszam do notki~

*Chronologicznie lecą jakoś tak: najpierw film drugi, potem czwarty, następnie trzeci, zaraz potem pierwszy, a piąty i szósty, a na końcu siódmy. No chyba, że gdzieś się zacięłam.

***

Kobato. 3:
W sumie, całkiem ciekawe było z tymi parasolami… Nie jakieś arcydzieło, ale przynajmniej nie wynudziło.

4:
Najgorszy odcinek! Fani „czystego” Wisha, łączmy się w nienawidzeniu zrobienia z Kohaku „czystej” babki! Co to do licha miało być?!?!?!?!?!?! Nie podobało mi się z żadnej strony! Już zrobienie z dobrego Ruki złego Rukę (fillery anime Gakuen Alice) były cudowne, do takiej zniewagi! Cały klimat końcówki Wisha poszedł się… ach, szkoda słów.

5:
Muszę przyznać, że normalnie miałam łzy w oczach! Bałam się na początku, że to znowu będzie coś z tą Hotaru z Wisha, ale na szczęście to były tylko świetliki ^^’ (hotaru = świetlik, w Wishu pani Hotaru to nawet powiedziała, tłumacząc imiona Kohaku i Koryuu). Ładnie było… i tak troszeczkę… melancholijnie? Dobry odcinek.

6:
Wreszcie coś prawdziwie mangowego! Genko, no i oczywiście kochany Ginsei~! I „Komornik-san”! Chociaż nie kupiłam tego z koniczynami. Och, za bardzo mi chyba „Clover” przypomina (clover = koniczyna), chociaż było o czymś innym. Takie to trochę naiwne było, ale nie najgorsze…

7:
Ten Doumoto mi działał na nerwy >.< Głupek jeden! Ale odcinek (poza ‚nim’, och tak się rozczulał, i ach, bo on nie umie odmawiać, i ech, bo to taka sirotka Marysia) była całkiem wypasiony. Kocham tą scenę, gdy nasza niezdarka wydarła się na Fujimoto! ^^

8:
Uuuuuch… ten kociak był taaaaaki słodziutki~! Ale ciekawi mnie, jak Koba ma zamiar napełnić całą „buteleczkę”? Poza tym, miło było znowu usłyszeć piosenkę dziewczyny „o anielskim głosie” ^^

9:
„Letnie wakacje to nasz wróg!”
Nienawidzę Cię, Ioryogi za wypowiedzenie najgorszych znanych mi słów na świecie xD Ale sam epek niezły. Trochę schematyczny, ale jednak niezły. Z tym że motyw przyjaciółek w jakiś sposób od siebie oddalonych jest troszeczkę… przereklamowany? No ale cóż, mogło być gorzej!

Kobato. 10:
Wydawać by się mogło, że zwyczajny filler… ale jaki uroczy! Kiyokazu-kun, daisuki~! Em, wybaczcie… fangirl xD Ładny odcinek z malutkim Fujimoto, Sayaką, słonecznikami i organami. Zdecydowanie jeden z najlepszych odcinków na te 10 możliwych. Btw, czy to była tylko moja wyobraźnia, czy tam naprawdę była Misaki z Angelic Layer? I ktoś jeszcze, ale nie pamiętam -.-‚

***

(obrazki uzupełnię później…)

***

Nefadol udostępnił/a skany kalendarza Kobato. na 2010. Niestety blokada zabrania mi ich przejrzenia ;/

***

Oto skan, znany nam już wcześniej, z okładki nowego tomu przygód naszej niezdary ^^

***

Kobato.tv udostępniło również nowe tapety. Ładne, ale czemu Kobacchin wygląda ładnie tylko na tapetach – włosy Dobato to masakra w anime >.<

***



(moe.imouto)

Oto śliczniutkie skany~!

***

Cover 2 DVD Kobato. Jejum same Kobato-newsy dzisiaj?

***

Ładna buteleczka dla tych, co kupią pierwsze 6 DVD. Dużo po kosmicznej cenie – a szkoda, chciałabym taką buteleczkę na „cukierki” ;/

***

I oto nieKobato.! A mianowicie okładka 16 tomu xxxHOLiCa. Smutna nieco, nie? Ale kto czyta, a przynajmniej Tsubasę zna, wie o co chodzi.
źródło: Amazon.co.jp

***

I jak się podoba nowy lay? Mnie tak średnio… Miało być dużo – wyszło niewiele. Miało być SyaoSaku – wyszło TRC!SyaoSaku, CCS!SyaoSaku, Kobato, Yuuko i obie Mokony. Miało być animowano – śnieg wyszedł tak beznadziejnie, że szkoda gadać. Kolejna godzinka stracona. Avatar i „welcome” z CardCaptor Sakurci… ładne, czyż nie? :D Tzn. obrazki. CLAMPowe artbooki to istne marzenia ich fanów. Niezależnie od serii.
Napis „Merii Kurisumasu” (miało być meri, ale ‚i’ jedno doskoczyło… chociaż tak też jest dobrze, więc nic nie poprawiałam) ustawiłam celowo – Japończycy są dobry w tych swoich zangielszczeniach xD Zawsze się z tego śmieje. Np. doragon. Niby nic, ale brzmi to (zwłaszcza z odpowiednim akcentem) komicznie!
Tło… jak Was te gwiazdki po bokach denerwują – piszcie od razu!

***

Muzyka:
1. Natsu no Ringo – Kalafina
2. Storia – Kalafina
3. Kizuato – Kalafina (Kara no Kyoukai 3)
4. Fairytale – Kalafina (Kara no Kyoukai 6)
5. Sprinter – Kalafina (Kara no Kyoukai 5)
6. Serenato – Kalafina
7. Seventh Heaven – Kalafina (Kara no Kyoukai 7)
8. Kimi ga Hikari ni Kaete Iku – Kalafina (Kara no Kyoukai 2)
9. Oblivious – Kalafina (Kara no Kyoukai 1)
10. ARIA – Kalafina (Kara no Kyoukai 4)
11. Progressive – Kalafina
12. Kinjirareta Asobi (Panadora Hearts)

Buahaha xD Prawie cały czas Kalafina. Ale cieszę się jak dziecko, bo wreszcie dorwałam ich dyskografię! Słuchanie np. na YouTube jest dla mnie koszmarem – jakość beznadziejna i non-stop trzeba od nowa naciskać start.

***

No to tyle… Następna notka na bank w 1 dzień Świąt. W Wigilię przecież nie będzie na to czasu… A, no i będzie ona:
un: mało Tsubasowo-CLAMPowa
deux: nie wiem, czy dużo-anime-mangowa
trois: nastrojowa?
No zobaczycie zresztą.
A na razie to tyle. Pozdrowionka ;*

PS. Wybaczcie za ewentualne błędy; o notce poinformuję pojutrze -.-‚
PS.2. Oni nie mogą zrobić Code Geass R3 >.< Zabiją tą serię! I cudowne zakończenie~! Uch, oby tylko… nie, przecież fani by ich zabili jakby nie było Lulu i C.C., nie? Chyba czas przygotowywać się na pożegnanie z dobrymi wrażeniami na temat serii (i cudownego zakończenia xD)… Uch, też mi „znakomity” prezent na święta!… albo na Mikołaja. Lub raczej pomiędzy, ale mniejsza o to!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: