„Życzenie może sprawić, że marzenia staną się rzeczywistością.” – kompendium Tsubasy RC

Przeeepraszam was kochani! Jak zwykle miałam wena (30 października konkretnie mówiąc), a potem coś mi skiełzło. Co gorsza, tamtą notkę napisałam już w jakiś 70%, a i tak nie chce mi się jej skończyć ~_~ To coś poniżej to wszystko wina mojej obecnej Kuro-fazy (nabytej oglądaniem Kuromyu 2, ale o tym też planuję notkę napisać… lol) i tego, że miałam tą notkę napisać już parę miechów temu, ale straciłam coś chęci ^^;; Tak więc! Wszem i wobec obwieszczam, że przez jakiś czas notki Tsubaso/Clampowo-centryczne mogą być rzadkością (zresztą jak notki tutaj w ogóle…), jednakże jak się już zmotywuję, dostaniecie – mam nadzieję w każdym razie xD – porządny kąsek. A! I panel obok, „szybki news” będzie stale aktualizowany, więc wszystkie ważniejsze nowości także tam wpiszę ^^ Nie, nie zawieszam bloga, nie mam to tego serca… -.-‚ No cóż, bawcie się dobrze czytając moje fangirlizmy wypociny. Starałam się unikać spoilerów… ale ostatni skan… no cóż… ^^;; Do następnego razu~

Żadna z grafik nie jest mojego autorstwa! Creditsy do większości idą do spacecata z BlackButler.net.

Witamy w kolejnej partii szachów! Tym razem zmierzą się – rodzina Trancych i rodzina Phantomhive’ów!

Ocena ogólna: 3/10
>fabuła: 2/10
>postacie: 2/10
>muzyka: 8/10
>grafika: 5/10
>enjoyment: 6/10
Gatunki: komedia, dramat, akcja, fantasy
Demografia: shounen
Ilość odcinków: 12 (+6 OAV)

Claude i Alois

Zrobić parodię nie najgorszej serii nie jest tak trudno. Ale zupełnie jej zaprzeczyć w teorii powinno już być trudniejsze. Nie dla twórców Kuroshitsuji II! Manga Kuroshitsuji jest jedną z moich najukochańszych, za genialną fabułę i równie niesamowitych bohaterów (nie, nie mówię tego będąc na fazie), 1 seria anime – miała wiele wad i OOC-u, ale wciąż była „sympatyczną” adaptacją. Co prawda, do swojego pierwowzoru za dużo nie miała, ale ostatecznie zamykała zgrabnie i w miarę (W MIARĘ!) satysfakcjonujący sposób całą historię. Dlatego wieść, że powstanie kontynuacja wywołała wielkie zmieszanie i zaskoczenie wśród wielu fanów. Nikt nie oczekiwał, że będzie to coś więcej niż komercyjne dziadostwo, ale jakieś tam nadzieje były. Gorzej się zrobiło, gdy się okazało, że… Ciela i Sebastiana – głównych bohaterów oryginału – nie będzie! Narodziły się jeszcze większe wątpliwości co do tego, powstała nawet „żartobliwa” nazwa, Monoshitsuji… czy było warto się martwić? Cóż, rozłóżmy to na czynniki pierwsze.

Zakochaj się w świecie Kuroshitsuji II!

Londyn, XIX wiek. Minął rok i trzy miesiące od dramatycznej konkluzji poprzedniego sezonu. (dobra, muszę to napisać – to jest niemożliwe! Jeśli gdzieś w połowie serii 1 Ciel obchodził urodziny – 14 grudnia, a był rok 1888, to jakim cudem ostatnią datą w serii był 26 sierpnia 1889? Jedyne logiczne wytłumaczenie jest takie, że brana jest pod uwagę data końca serii 1… i w sumie miałoby to sens T_T -nie powie dlaczego-) W posiadłości Trancy mamy kolejny dzień. Pan „prosi” swego lokaja o kolejną rzecz, znęca się nad pokojówką i dobrze przy tym bawi. Pewnego razu przybywa tam pewien tajemniczy mężczyzna (taaak, wszyscy wiemy kto) z dziwną walizką, o którą wyjątkowo dba. Jak się okazuje, „bagażem” jest nie kto inny jak sam Ciel Phantomhive, a „tragarzem” jego demoniczny kamerdyner. Cóż to za radość dla panicza Aloisa

Wszyscy kochają Ciela~!

Trancy’ego oraz jego podwładnego, Claude’a Faustusa! Wreszcie mogą ich „dopaść”. O co tu chodzi? No i przede wszystkim – co tam, u licha, robi Ciel? Na te pytania odpowiedzieć Kuroshitsuji II (dalej nazywane KuroSHITem bądź KS2).
Już na początku otrzymujemy ładny plot twist, gdy się okazuje, że hrabia Phantomhive nie tylko jakimś cudem powrócił do życia, ale i cierpi na amnezję. No i mamy również pajęczego demona (bleee, nienawidzę pająków!!!), o! Przyznam szczerze, że pierwszy odcinek, chociaż mocno mnie rozczarował, to skutecznie zachęcił po sięgnięcie

Przykład fanserwisu… jeden z wielu

po więcej. Podobnie było z drugim, z tą różnicą, że próbuje wcisnąć w tą serię tandetną historyjkę miłosną (nawiasem, nigdy nie sądziłam, że doczekam się „romansu” w gatunkach Kuro – żart oczywiście). Trzecim byłam zachwycona. Wprowadził wiele charakterystycznego klimatu (anime przynajmniej, bo manga to inna liga), dzięki czemu +50 to nadziei związaną z tym sezonem. Niestety, na tym dobra opinia o fabule (a może jej braku…?) KuroSHITu się kończy. Dlaczego? Otóż dostajemy coraz więcej fanserwisu SebaCiel (z którego nawet znajome yaoistki zadowolone nie były) oraz biustu (ogromnego!) bohaterek… Naprawdę XIX-wieczne panny były takie puszczalskie? Poza tym logika jakoś zaczyna się sypać. W pewnym momencie widz zaczyna się poważnie zastanawiać, czy to on jest za głupi na to, czy twórcy coś brali. Zauważa on także wiele sprzeczności z pierwowzorem, zarówno pod względem kontraktu (bez którego serii by nie było!), jak i psychiki bohaterów. Cóż, każdemu zdarza się upaść na rozumie.
Właśnie, zajmijmy się teraz dogłębniej tym małym kręgiem postaci. Paliwo napędzające całą historię, niezwykle barwni i mający spory zasób mózgu. W oryginale, rzecz jasna. W 1 serii trochę zaczęli „wychodzić z siebie” i ich relacje nieco się zmieniały, jednak wciąż stanowili najmocniejszy punkt. Kogo tutaj otrzymujemy? Alois – rozwrzeszczana blond-dziwka, z zoo wypuszczona chyba przez czyjąś śmiertelną pomyłkę, ze skłonnościami sadystycznymi i narcystycznymi; Claude – najpierw jakieś bezpłciowe ścierwo (wybaczcie za słownictwo, chyba mnie ponosi), potem była nawet scena, w której fangirlizował Ciela… zdrowy na umyśle raczej nie był. Co gorsza, Ciel i Sebastian w pewnym sensie zniżyli się do ich poziomu.  Ten pierwszy zrobił się „ciepłą kluchą” (jak ktoś to kiedyś fajnie ujął), w dodatku zwyczajną maskotką. Tak, wszyscy kochają/liżą/macają Ciela! Oczywiście kwestia Aloisa jest dosyć spora, jako że okazuje się być on praktycznie tragiczniejszym bohaterem od samego hrabi Phantomhive’a (czy tylko ja nie widzę w tym żadnego sensu?), jednak to za wiele nie zmienia, jeśli się nie jest wyjątkowo współczującą istotą. Ale to nie wszystko! Największym rozczarowaniem okazuje się być Hannah, pokojówka Trancych. Tak obrzydliwej, beznadziejnej ścierki do podłogi nigdy nie widziałam. No cóż. Miło mnie natomiast zaskoczył… Ciel, który pod koniec zaczyna przypominać starego „siebie”. I za to do serii +10.

Pomożesz nam? ^^

Konkluzja rozczarowuje, to fakt, jednak ostatnie odcinki przestały być męczarnią totalną (przyznaję, miło było patrzeć na tego aroganckiego Ciela… prawie, ale przynajmniej potrafiącego dać kopniaka i nie rumienić się jak smażone frytki…), a samo zakończenie o wiele różni się od tego z serii poprzedniej, więc w ostateczności… W dodatku wszystkie fangirlsy Ciela mogą zacierać łapki na wyjątkowo smaczny kąsek.
Muzyka to prawdopodobnie najmocniejszy punkt serii. Co prawda, nie różni się za bardzo od tej ze swojej poprzedniczki, ale jednocześnie trzyma jej poziom. Opening, Shiver the GazettE, to typowa kwestia gustu. Nie przeszkadza, ale większych emocji również nie wzbudza. Są dwie wersje animacji: Phantomhive ver. – przedstawiający głównie Ciela i Sebastiana, a Alois, Claude i Hannah pełnią funkcję „antagonistyczną” (jeśli rozumiecie), występuje w niej również Grell; Trancy ver. – tylko owa rodzina, jest on wykorzystany bodaj ze 2 razy. Ending, Bird,

„Bird”

to piosenka spokojna i relaksująca, pozwalająca odpocząć po głupocie zawartej w danym odcinku. „Główną rolę” gra w niej śpiący Ciel (plakat obok się w animacji przewija), przyznaję, zrobiło to na mnie takie wrażenie, że się aż popłakałam ze szczęścia go widząc. Dobremu odbiorowi służy również niesamowity głos wokalisty, Yuyi Matsushity (Durarara!! ED, rola Sebastiana Michaelisa w obu Kuro-musicalach). Jest to jednak prawdziwy gniot w porównaniu do Kagayaku Sora no Shijima ni wa będące utworem zamykającym w odcinkach 8 i 12. Kalafina jak zwykle stworzyła w kilku minutach niezwykły nastrój melancholii i piękna, pozwalając widzowi na chwilę refleksji nad losami Aloisa czy Ciela i, kto wie, może i uronienie kilku łez? Jako ciekawostkę dodam, że 8 odcinek opatrzony został w inną endingową animację, przy której nawet mnie się serce kroiło.
Przy kwestii ścieżki dźwiękowej nie wolno mi zapomnieć o seiyuu, którzy po raz kolejny wykonali kawał dobrej roboty. Z nowych „twarzy” najbardziej niewątpliwie wyróżnia się, użyczająca głosu Aloisowi, Nana Mizuki. W pewnym sensie dodawała ona bohaterowi charakteru i uroku, przy jednoczesnym podkreśleniu jego wad. Był dzięki temu o wiele bardziej przekonujący, bo chociaż to sprawiało, że kategoria postaci nie upadła na dno kompletnie. Kroku nie odstępował jej Takahiro Sakurai (Claude), który, podobnie do pani Mizuki, podkreślał wszystkie wady (w tym nieziemską bezpłciowość) swej postaci sprawiając, że widz jeszcze bardziej go nienawidził. „Stara” czołówka, Daisuke Ono (Sebastian) oraz Maayi Sakamoto (Ciel), popisali się równie dobrze. I właśnie z jakiegoś powodu mam im teraz ochotę pogratulować.
Grafika nie miała już tyle szczęścia. Po pierwszym, naprawdę efektownym, dopracowanym, epizodzie, coś się zaczęło psuć. Niektóre ujęcia były niesamowite, inne wołały o pomstę do nieba. Inna sprawa jest taka, że to ja mogę być przewrażliwiona.

Uwaga: małe spoilery ;)

Na zakończenie pokażę genialny przykład hipokryzji. Mogę narzekać, pisać 10 stron A4, jak ja to nienawidzę KuroSHITu, jego fabuły i bohaterów i robię to całkiem szczerze, ale… jakaś mała część mnie tak się z tym zżyła, że nie potrafi być aż tak okrutna i bezwzględna. Może właśnie na tym polega „sukces” (cóż, wątpliwy)? Twórcy stworzyli taką magiczną tandetę, którą się po prostu… lubi. W zaledwie 12 odcinkach zdołali umieścić tyle skrajnych emocji, wykreować beznadziejnych, ale jakże niezapomnianych bohaterów, jednocześnie pamiętając o tych starych. Cóż, to są dziwne odczucia, których nie mogę opisać słowami. Prawdopodobnie mam tak ze względu na miłość, jaką darzę oryginał. A może to właśnie są właśnie najzwyklejsze uczucia rozczarowania? Czy polecam? Nie. Ale też nie odradzam. Da się zauważyć, że fani się wyraźnie podzielili na tych, co to kochają oraz na tych, co nienawidzą. Tak więc decyzja należy do was. Ja póki co zostawiam Kuroshitsuji II z oceną 3, ale wiem, że jeszcze do tego wrócę – nawet jeśli po wyłączeniu ostatniego odcinka byłam wdzięczna Bogu, że to już koniec. Jak widać, z niektórymi sprawami trzeba się przespać, a to, że zabierają na to aż kilka miesięcy, to inna sprawa.  Zresztą, pośmiać się z głupoty twórców zawsze można, a jakbym wpadła w passę za dobrych serii… w końcu żeby coś docenić trzeba też zobaczyć coś beznadziejnego. A teraz czekać na kontynuację kontynuacji!

KONIEC!
Muszę przyznać, że to bardzo ładny obrazek (hm, narysowany przez samą Yanę, jeśli dobrze pamiętam), ale „dziwny” i trochę dołujący. Ciel i Seba niby tacy smutni, a Alois z paczką odnaleźli szczęście… coś w tym jest ^^ Co? Odkryjcie sami.

***

Dodatki:
Jak każde szanujące się komercyjne anime z wielką popularnością, tak i Kuroshitsuji II doczekało się całkiem sporej ilości dodatków (przebija I masakrycznie… XD). Są to:
– „magazyn” (raczej katalog…) Black Tabloid, wykonany w niewątpliwie ciekawej formie,
– 6 OAVek! (Ciel in Wonderland, Welcome to the Phantomhives, Making of Kuroshitsuji II, Ciel in Wonderland Part 2, Will Shinigami no Monogatari, 6 nazwa jeszcze nieznana),
– plakaty…. cała masa plakatów!
– character songi (10 postaci*2+2 + specialny track)
Pokaźna lista, co?

***

Muzyczka~
♫ Breaking Benjamin:
– Dear Agony
– The Diary of Jane
– Breath
– You
– Evil Angel
– Here we are
– Unknown Soldier
– Had Enough
– You Fight Me
– Into the Nothing
– I will not bow
♫ Chara songi z KS2:
– oba Sebastiana
– oba Grella
– oba Angiego
– oba Somy
– oba Willa
– duet Agniego i Somy
♫ My Chemical Romance:
– Welcome to the Black Parade
– Na Na Na (Na Na Na Na Na Na Na Na Na)
♫ Kalafina:
– Red Moon
– Kagayaku Sora no Shijima ni wa

(do licha, czemu Ciel wygląda tu tak... seksownie?! >_<" nawet jeśli jego niebieskie oczęta są ładniejsze *O*)

Reklamy

Comments on: "Kuroshitsuji II – zaprzeczenie „Kuroshitsuji”?" (1)

  1. […] wątpienia, najpopularniejszą notką była recenzja… Kuroshitsuji II! Kolejna blogowa porażka <śmiech> Kolejne, niestety 3 razy rzadziej odwiedzane notki to […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: