„Życzenie może sprawić, że marzenia staną się rzeczywistością.” – kompendium Tsubasy RC

Tym ciut przygnębiającym cytatem z książki noszącej tytuł Clockwork Prince (Mechaniczny Książę) Cassandy Clare (wybrany losowo… otworzyłam po prostu zeszyt z cytatami na tej stronie XD) zaczynamy kolejną notkę! Tym razem trochę czegoś, co kochacie najbardziej czego nienawidzicie, czyli Nat i jej fazy! Uch, dawno nie pisałam nic o tym, a to baaardzo źle~!

Tak w skrócie, dzisiaj do opisów idą kolejny 3 rozdziały TRC (6-8), a wyżyję się głównie na Magi i Chihayafuru. Oraz krócej na seriach jesienno-zimowych.

TRC chapter 6
TYTUŁ: Moc serca
OKŁADKA: Fai i Chii
LICZBA STRON: 22
BOHATEROWIE: Masayoshi, Syaoran, Shougo, Fai, Kurogane, Mokona, Touya, Yukito
OPIS: Po krótkim poznaniu Syaorana i Shougo, ten drugi wraz ze swoim gangiem muszą się zmywać z powodu nadjeżdżającej policji. Po tym, jak bohaterowie zaś się spotkali, okazuje się, że pióro Sakury było blisko! …ale już go nie ma. Wybierają się zatem na przekąskę, w czasie której Masayoshi wyjaśnia, o co chodziło w tym wszystkim. Potem poznajemy gospodarzy miejsca, w którym są… i Syaoran rozpoznaje w nich…?!

***

TRC chapter 7
TYTUŁ: Połączone światy
OKŁADKA: Syaoran i Sakura
LICZBA STRON: 30
BOHATEROWIE: Syaoran, Masayoshi, Touya, Yukito, Kurogane, Fai, Mokona, {ten z grupy Shougo}, Tomoyo (wspomniana)
OPIS: Po spotkaniu z Touyą i Yukito z tego świata, bohaterowie zostają zaczepieni, a Syaoran, cóż, dostaje pewną propozycję. I zaczynają walczyć, tym razem spotlight dla Kurogane.

***

TRC chapter 8
TYTUŁ: Kraj zamieszkiwany przez bogów
OKŁADKA: Kurogane
LICZBA STRON: 20
BOHATEROWIE: Syaoran, Arashi, Kurogane, Fai, Mokona, Sakura, Sorata, Masayoshi
OPIS: Syaoran i paczka wracają do domu Soraty i Arashi, gdzie uzyskują więcej informacji na temat kudanów oraz wymyślają, gdzie może znajdować się następne piórko Sakury! Następnie jesteśmy świadkami uroczego flashbacku Syaorana. Kolejnego dnia spotykają się z Masayoshim… ale staje się coś…

***

Dzięki natalie.mu możemy zeknąć na kilka screenshotów z nadchodzącego live action xxxHOLiCa. Oto one (strzałeczka dla szybkiego przesunięcia):

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reżyseria: Keisuke Toyoshima, Tsugita Jun
Scenariusz: Tsugita JunKeisuke Toyoshima
Obsada:

  1. Sometani Shota (Watanuki Kimihiro)
  2. Anne (Yuuko Ichihara)
  3. Karen Miyazaki (Himawari Kunogi)
  4. Masahiro Higashide (Shizuka Dōmeki)
  5. Naoto Takenaka (Ayakashi)
  6. Yumi Adachi (Jorōgumo)

Serial będzie miał 8 odcinków, pierwszy z nich ukaże się w japońskiej telewizji 24 lutego.

***

W sumie nie wiem od czego zacząć. Może najlepiej od Chihayafuru?

Postaram się to skrócić do minimum. Hm… Na tą serię natknęłam się przypadkiem, zaciekawiła, wylądowała gdzieś na tyłach plan to watch. No dobra. Ale trafiałam na to częściej i w końcu – w przypływie ogromnej sierpniowej nudy – włączyłam wieczorem jeden odcinek. …i to by było na tyle.

Z gatunku josei, Chihayafuru opowiada historię młodej dziewczyny (w 9 odcinku obchodzi 16 urodziny), która ma marzenie – zostać królową karuty (takiej gry karcianej, w której odczytywana jest pierwsza część wiersza, a gracz musi z pola gry jak najszybciej ściągnąć kartę, na której znajduje się jego druga część – wbrew pozorom liczy się tu nie tylko pamięć, ale przede wszystkim spory refleks i wytrzymałość). Spora część serii jest oczywiście poświęcona różnorodnym (no… bardziej i mniej różnorodnym) meczom, w których zmaga się Chihaya i jej przyjaciele. Poza tym mamy tu delikatny wątek romantyczny (wszyscy ci, którzy się uchronili chociażby przed czytaniem wypowiedzi fanów… szczęściarze! – flaming war to za słabe określenie na kłótnie fanów, który z panów – Taichi czy Arata – ma większe szanse u głupiutkiej w miłości bohaterki ^^;; Nawiasem: Chihachi ftw! <3), który zdaje się być główną atrakcją mangi. Co nie zmienia faktu, że fabuła jest prowadzona bardzo sprawnie i nie ma czasu na nudę! ^^ A, po obejrzeniu anime zabrałam się za mangę. Co prawda były problemy, więc czytałam w 3 częściach, ale dałam radę :D (problemy to tłumaczenie: najpierw przeczytałam wszystkie przetłumaczone rozdziały, potem te, które miały opisy i przeglądałam rawy, a na końcu – najgorzej – 2 tomy w rawach (!!!), kolejny z opisami, a potem już normalne skanlacje, ech).

Postacie… <3 Zaczynając od członków klubu Mizusawa:
> Taichi (pseu. „Matsuge-kun”, rzęsy) (najlepiej rozwinięty bohater w historii i wciąż się rozwijający! Autorka chce z nim chyba jakiś rekord pobić O__________O) poznajemy jako bogatego dzieciaka, egoistę, tchórza, przy tym uzdolnionego zarówno w sporcie, jak i w nauce. Z czasem staje się wartościowym człowiekiem, który by świat wywrócił, byleby tylko Chihaya była szczęśliwa. Nie ma talentu do karuty, jednak dzięki dużemu samozaparciu i baaaaardzo ciężkiej pracy staje się coraz lepszy. Znany z wielkiego pecha we wszystkim. Pluuuuus, Taichi jest przesłodki, przekochany, no po prostu c u d m i ó d. Nie da się go nie kochać <333 Obsesja: ciężka praca, Chihaya.
 > Chihaya: naiwna dziołcha, której tylko karuta w głowie. I Arata czasami, bo w sumie dla niej karuta = Arata. Całe jej życie to karuta. Obsesja: karuta.
> Kanade, lub po prostu „Kana”, prezentuje bardzo wysoki poziom: ma pasję, której się oddaje. Stara się ze wszystkich sił wspierać przyjaciół (ogromny fangirl Chihachi!) i polepszać w karucie. To taka sympatyczna osóbka, na której można zawsze polegać i którą chcesz mieć za przyjaciółkę. Obsesja: wiersze.
> Tsutomu (pseu. „Tsukue-kun”, ławka) – przykuty do swojej ławki, potem od niej odchodzi… więc głównie zbiera dane dla członków klubu o nich samych, ale i o przeciwnikach. Również ciężko pracuje dla wyższych wyników w karucie (i wychodzi mi to na dobre ^^). Obsesja: uczenie się. > Nishida (pseu. „Nikuman-kun”, wieprzowina) – świnia. Nie, naprawdę, on wygląda jak świnka. Ma najwięcej doświadczenia, czasami zachowuje się najbardziej racjonalnie ze wszystkich. Obsesja: jedzenie.
> Sumire – plastik. „Plastik”, który ma coś w głowie, w dodatku jak trzeba to się weźmie porządnie do roboty. Już przy końcu 9 tomu pokazuje na co ją stać, a potem jest tylko lepiej ^^ Obsesja: maskara, miłość, Taichi.
> Tsukuba – nie wiem jak tego dziwnego typka określić, ale ma w sobie coś fajnego. Ot tak. Tylko jest oblizywanie warg jest creepy :D Obsesja: udawanie, że jest bardzo silny, chociaż nie jest.

Z innych należy wymienić oczywiście Aratę… którego i lubię, i nie. W pewnym sensie jest naprawdę słodki i w ogóle, ale jest taki zwyczajny, przez 19 tomów miał może ze 2 lepsze momenty, w których się rozwiną… Taka postać, która jest zawsze taka sama (chociaż ostatnio coś się polepsza, ale nie oszukujmy się – pod wpływem Taichiego, a raczej jego starań dla siebie, dla odmiany, co się panu Megane-kun zdaje nie podobać, hm; znaczy, przez „polepsza” miałam na myśli „polepsza się jego rola w historii”, bo w sumie ta zmiana nie jest na lepsze, ech), wręcz chodząca perfekcja. Shinobu za to jest okropnie sympatyczną bohaterką ^^ Ma w sobie coś przyciągającego. Do tego dochodzi chociażby Harada, genialny w roli nauczyciela, czy Hiroshi, niby taki nijaki, a jednak nie. Nie można zapomnieć o późniejszych bohaterach, tj. Rion, która ma spore pole do manewru jeśli chodzi o rozwój, Sakurazawa – świetna kobitka, z krwi i kości oraz Eromu (Emuro właściwie…), który jest łatwy do zapamiętania ze względu na swoje… eeee… ruchy palcami, erotyczne rzecz jasna. Właściwie większość postaci się zapamiętuje, nieważne, czy wystąpili w jednym meczu, czy są stałą częścią obsady ^^

Rysunek *___________* Nic dodać, nic ująć.

Dobra, miało być krócej. Przejdźmy dalej.

Wszyscy, co siedzą w nowościach na pewno wiedzą, jakim genialnym sezonem była jesień 2012. Ja zerknęłam na kilka z nowych serii i chyba żadnej tak naprawdę nie żałuję (ocena wystawiona tylko tym seriom, które skończyłam). Poniżej serie zarówno jesienne, jak i zimowe.

  • Little Busters! – adaptacja mojej ukochanej gry visual novel. Miałam naprawdę sporo obaw z nią związanych. Po pierwsze: gra jest okropnie trudna do przeniesienia na ekran. Jeśli ktoś jej nie skończył, mógłby stwierdzić: „Phi, skoro Clannad i Kanon się dało, to to tym bardziej”. Ale ktoś, kto ma to już za sobą wie, że wielu rzeczy pominąć nie mogli. …a niestety w pewnym sensie pominęli. Co to jednej rzeczy, 3 z 15 odcinków i jestem prawie pewna, że ją zatrzymali w delikatny sposób – taki, że tylko gracz to zauważy. Romans niestety został póki co pomięty… ale np. ścieżka Kurugayi bez tego nie przeżyje. Nie wiem co by musieli zrobić, żeby to przekonwertować na wersję przyjacielską, jako że cała ścieżka to romans, romans i jeszcze raz romans… Boli animacja (J. C. Staff…) i chara design niektórych postaci (Kurugaya, Komari, Kanata… a Masato

    Kyousuke: „Najbardziej kocham ciebie, Riki”

    to już woła o pomstę do nieba T__________T O ile do reszty się nawet przyzwyczaiłam, tak ten dalej mnie wnerwia. To samo z Kyousuke – chcieli go jeszcze bardziej „ubishowić” czy jak?! <załamka>). Dobrze sobie radzą z adaptacją common route, z characters’ route jest o wiele gorzej, bo pomijają całkiem sporo :< Muzyka jest w zasadzie identyczna jak w grze (LB! i LB!EX) plus kilka remiksów anime-original. W sumie można poczuć się, jakby się grało czasami, a nie oglądało. Btw, Riki jest słodki. A jak się zarumieni, to już w ogóle!

  • Zetsuen no Tempest – autor Spirala, którego uwielbiam. To z definicji znaczy „musi być fajne” – inaczej mówiąc, jedna z serii, na którą czekałam niecierpliwie. I było warto! W tej chwili jestem także po lekturze mangi i chociaż anime ma lepszy chara design, to jakościowo są bardzo porównywalne – kilka rzeczy dodanych w anime, których nie było w mandze… Jedyny spory minus to pozbawienie związku Yoshino i Aiki jakiejkolwiek chemii. W papierowej wersji byli całkiem kochani <3
  • Tonari no Kaibutsu-kun – shoujo? „Przereklamowane…” – nie tym razem! Słabsze momenty były, ale seria ma nieprawdopodobnie sympatycznych bohaterów drugoplanowych, którzy skutecznie poprawiają jakość serii i nawet wkurzające momenty nie trwają długo. Największym minusem jest dla mnie… główna para. Są słodcy i w ogóle, ale Haru jest… słaby… Taki Yamaken byłby o wiele lepszy dla Shizuku <3 (8/10)
  • Sukitte Iinayo – pierwsze 3 epki: nuda. Potem się nawet wkręciłam. Ostatecznie było to po prostu „shoujo jakich wiele”, ale bez problemu przyszło mi je tolerować, gdy bohaterowie się troszkę wyrobili. Może nawet kiedyś wezmę się za oryginał, jak mi się będzie bardzo nudzić… (6.5/10)
  • Code:Breaker i Btooom! – w sumie bez komentarza. Najsłabsze (najmniej przyciągające?) pozycje sezonu i jestem na – odpowiednio – 1 i 2 odcinku. Może kiedyś się to skończy (chociaż o ile Btooom! jestem nieco ciekawa, o tyle C:B… <wzdycha>)
  • Bakuman. 3 – kontynuacja adaptacji mangi, którą śmiało mogę wsadzić do szufladki z napisem „top 5”. Poza tym, że 2 op i ed to porażka, a z materiałem jakoś tak gonią (oni naprawdę chcą to skończyć w tym sezonie?!), to w sumie nie mam żadnych zarzutów ^^
  • Chuunibyou demo Koi ga Shitai! – nie miałam żadnej ochoty na branie się za to. Uległam. Pierwsze 3 odcinki – nie mój typ, można obejrzeć, ale… :< Kolejne 3 – ooo, to nawet jest całkiem śmieszne! Reszta – to jest asdfghjkll; <3 <3 <3 Najsłodsze wyznanie w historii plus opowiedziana historia o wiele głębsza, niż się zapowiadała. Kochane *_______* (8/10)
  • Shinsekai Yori – tu nie można za wiele powiedzieć bez spoilerów… Rozwija się powoli, ale wyraźnie. A ten niesamowity klimat i historia… <3
  • Chihayafuru 2Chihayafuru. Po wcześniejszej gadaninie nie muszę dodawać nic więcej, prawda? No, może poza jedną rzeczą. Miyu Irino robi za Tsukubę!!! …i podobało mi się średniawo, ale bardzo szybko się przyzwyczaiłam… Za to głos Sumire pasuje idealnie ^^ No i opening ładny (kocham ten moment z pociągiem oraz Chiha-Arata-Taichi), Rion prześlicznie wyszła~ Plus ending naprawdę przyjemny ^^
  • Minami-ke Tadaima – kontynuacja Minami-ke. Naprawdę trzeba coś jeszcze mówić? ^^
  • Kotoura-san – niespodzianka sezonu. Jak pojawił się news, że ma wyjść, to stwierdziłam, że pewnie będzie „kolejnym z tych randomowych 5-minutówek” (jak np. Recorder to Randoseru). Jak się pomyliłam… Pierwszy odcinek praktycznie doprowadził mnie do łez (drugi nie lepszy w pewnym momencie…). Plus główna para jest tak asfghj; urocza, że naprawdę <3 Jestem ciekawa, jak to pociągną ^^ Póki co (po 3 odcinkach) jestem raczej zauroczona i w każdy czwartek mam nadzieję na jak najwcześniejsze pojawienie się nowego odcinka ^^
  • D.C.III ~Da Capo III~ – z serią D.C. ~Da Capo~ miałam styczność wieeeeki temu. Całkiem niedawno (właściwie kilka dni temu) skończyłam grać w D.C.II ~Da Capo II~ (polecam, o wiele lepsze od anime!) i to był bardzo dobry ruch przed trójką. Wielu aluzji po 3 latach od anime bym nigdy nie wynalazła <3 Ciężko coś na razie o tym powiedzieć. Anime z tej serii zazwyczaj mają randomowy początek, a dopiero pod koniec robią się poważne. Fajna animacja ^^

Ostatnią serią, o której MUSZĘ napisać jest… <tam ta dam~!> Magi!

A więc od czego tu zacząć…? Hm, może od początku. No więc mamy wrześniowy dzień, siedzę sobie (a jak) przed kompem i przeglądam zapowiedzi jesiennego sezonu. Widzę multum ciekawie się zapowiadających tytułów. Potem czytam, co tam Shouri wymyśliła w swoich zapowiedziach. Wspomniała, że Magi szykuje się na hit sezonu. Bez większego entuzjazmu dodałam do listy „ewentualnie sprawdzić” (jakoś rysunek mnie zbytnio nie zachęcił). Potem, kiedy wypisywałam sobie daty premier i rozpiskę, co jest w którym dniu zapomniałam o tym na śmierć… Przypomniała dopiero Lavi zachwycając się na twitterze. No dobra, włączyłam pierwszy odcinek… i się zakochałam od pierwszych minut. Chociaż z drugiej strony – zbyt wielka miłość to nie była, bo spokojnie mogłam wytrzymać 2 dni po wyjściu 2 odcinka, zanim go obejrzałam. I wyłączając go pomyślałam: „jutro po przyjściu ze szkoły czytam mangę!”. Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Całość (na tamtą chwilę 15 tomów i ze 3 rozdziały 16… 151 bodaj) pochłonęłam w 3 dni szkolne. I tym razem to była prawdziwa miłość. Czemu? Bo ta manga jest praktycznie idealna; jasne, rysunek nie zawsze jest genialny (autorka ma widoczne problemy z profilem), fabuła, postacie – mają swoje wady       … no dobra, nie mają. A nawet jak mają, to ciężko zwracać na to uwagę. Fabuła jest tak genialnie poprowadzona, że pozostaje się tylko zachwycać. Ohtaka Shinobu została jedną z moich ulubionych autorów ze swoim talentem do opowiadania historii. Wszystko się ze sobą łączy – kiedy na początku zostało wspomniane, że wszystko było przeznaczeniem, tak trzymane jest to konsekwentnie aż do tego momentu (na tę chwilę – 170 rozdział). Coś, co zostało wspomniane w w tomie 6 odzwierciedla się w 15 – nieźle, nie? A to nie wszystko. Poza tym, że to bijatyka (tylko stosunkowo mało tych walk jest, no ale…), mamy tu do czynienia z poruszaniem cięższych tematów: prostytucja, rasizm, wpływ pieniędzy na człowieka i masa, masa innych. Naprawdę spory powiew świeżości jeśli chodzi o shouneny. Nie można zapomnieć o jednej ważnej kwestii – nie warto się sugerować tym, że coś na początku wygląda na błąd. Już miałam narzekać na to, że „kolejna manga, w której wszyscy gadają w jednym języku, eeeech” – jakie było moje zdziwienie, kiedy się okazało, że to był bardzo przemyślany (a przynajmniej dobrze wykorzystane ograniczenia) zabieg! :D Warto także wspomnieć o miejscach, w których rozgrywa się akcja: państwa przedstawione w mandze są stylizowane na prawdziwe/historyczne kraje. Przykładem może być Reim – do złudzenia przypominający starożytny Rzym (mają nawet koloseum i walki gladiatorów!) czy Kou – Chiny. W praktyce o każdym miejscu pojawiającym się na drodze naszych bohaterów można by było coś powiedzieć i porównać go do tego z naszego świata.

Osobną sprawą są wręcz genialni bohaterowie. A przynajmniej sympatyczni. Taki Aladdin na przykład – bardzo optymistyczna postać, która zawsze stara się, aby jego przyjaciele się śmiali :) Przy okazji jest też najbardziej tajemniczy – na początku czytelnik wiedział tyle ile on (albo i więcej), a z czasem role się odwróciły – on wie wszystko, my nic. I to powoduje, że historia jest jeszcze ciekawsza! Bez Alibaby Magi by jednak nigdy nie było takie, jakie jest. Alibaba wprowadza tutaj coś takiego, ciężkiego do opisana. Poznajemy go jako kogoś obłudnego, wręcz oszusta, egoistę, który tylko pragnie wykorzystać nowo poznaną osobę. Rodząca się więź między nim a Aladdinem jest naprawdę przyjemna do śledzenia. No i przede wszystkim widzimy, jak ten tchórz staje się mężczyzną. Porównując Alibabę z rozdziały 167 do swojego wcielenia z rozdziału 2, człowiek nie uwierzy, że to ta sama osoba. Ma swoje wady,

<3

<3

słabości… i to robi wpisuje go w realistyczne grono masy bohaterów. Plus jest niesamowicie słodki, zwłaszcza jak ma grzywkę na bok. Ostatnią osobą, która dołączyła do drużyny jest Morgiana – poznajemy ją jako oddaną niewolnicę, która również przechodzi sporą wewnętrzną zmianę. Chociaż cały czas jest cicha i zaniża swoją prawdziwą wartość, dla ukochanych mogłaby zrobić wszystko (chociaż to można powiedzieć o całej trójce). Poza tym jest śliczna, no i potrafi mocno przywalić (za mocno :D). Zdecydowanie jedna z najlepszych żeńskich bohaterek, na jakie trafiłam. ^^ (AliMor <3)

Opisywać każdego nie ma sensu (a chciałabym), więc wspomnę o moich faworytach. Sharrkan i Yamuraiha – idealne połączenie, świetne charaktery, które się doskonale uzupełniają. Oboje mieli genialne sceny, które można byłoby wymieniać i wymieniać… (SharrYamu <3) Również para kuzynów z królestwa Kou, Ren Kougyoku i Ren Hakuryuu, zaskarbili sobie moją sympatię. Kougyoku wpierw się wydaje tępą tsundere, której życie opiera się jedynie na miłości i wyglądzie… otóż nie. Wbrew pozorom, ta słodziutka księżniczka prezentuje ze sobą coś więcej. I ma mózg. I potrafi walczyć. I między nią a Alibabą rozwijają się takie cudne uczucia (przyjacielskie, rzecz jasna, Alibaba jest i tak zbyt głupi by wiedzieć, jak się zająć dziewczyną, chociaż ja tam i tak widzę potencjał w AliMor). Hakuryuu natomiast jest… hmmm… ciężki do opisania. Odkąd go naprawdę poznajemy ma jeden cel i ten cel jest aktualny w obecnym wątku. Ma słodką stronę, darzy uczuciem pewną osobę (chociaż tutaj mniej wnerwił i udowodnił, że jest nieczułym dupkiem i egoistą :/) i po prostu… no, to taki Sasuke, tylko w mniej zaawansowanej formie. Hm. Ostatnio też bardzo polubiłam (i „bardzo” zdążyło odpaść) bohatera z późniejszych tomów – Titusa. Bez spoilerów tu naprawdę bardzo ciężko, więc niech ta wypowiedź stanie na „I just want to hug him” <3 Jestem też z tych, którzy nie przepadają za bardzo za Judalem. Wkurza mnie ten typek i tyle T_T

Btw, chociaż art mi się marnie z początku podobał, tak teraz uważam, że jest śliczny. Może – tak jak wspomniałam wyżej – nie bezbłędny, ale śliczny. Chara design momentami wręcz zachwyca.

Na koniec słowo o anime – jeśli wam się podoba… przeczytajcie mangę. Anime w ogóle nie oddaje tego, co oryginał, bohaterowie i relacje między nimi zostały spłaszczone, wiele ważny informacji i wyjaśnień pominięte (jak tak można T_T Boli mnie fakt, że ludzie nie rozróżniają Djinn Equip od Djinn Weapon Equip czy Magoi Manipulation, a to tylko malutki przykładzik…). Samo wykonanie też nie zachwyca… Pierwsze odcinki były ładnie wykonane, ale gdzieś przy 7-8 jest nie tylko niestarannie, ale wręcz… brzydko. Muzyka jest tam gdzieś w tle. Nie ziębi, nie parzy. Podobają mi się oba openingi i endingi, przyjemne utworki ^^ Dobór seiyuu… ok… Do niektórych musiałam się przyzwyczajać, inni byli dla mnie oczywistym wyborem (Daisuke Ono jako Sinbad – ktoś wątpił?). Jestem ciekawa jak wypadnie pozostała część z 8 generałów ^^

***

To tyle jeśli chodzi o Magi oraz tą notkę (ponad 3040 słów… lol – rekord jakiś chyba xD). Pozdrowionka ;*

***

1. Kaori Hikida – Namae no Nai Michi
2. Kugimiya Rie, Horie Yui, Kitamura Eri – orange -citrus mix.-
3. Johann Pachelbel – Canon in D major
4. Rita – Haruka Kanata
5. Rita – Song for Friends
6. Porno Graffitti – Matataku Hoshi no Shita de (TV Size)
7. Megumi Nakajima – Sonna Koto Ura no Mata Urabanashi Desho?

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: